Rakiety śnieżne
Written by admin on Wrzesień 24, 2009Uważaliśmy, a jakże! Po czym przywiązano mi do butów rakiety. Raczej — ja zostałem do nich przywiązany, jak się natychmiast okazało. Zapragnąłem chwacko pomaszerować przez białą płaszczyznę. Wszystko mnie popychało do takiego marszu, lecz. nogi odmówiły posłuszeństwa. Runąłem. A podnieść się, mając rakiety przypięte, to nie lada sztuka! Runąłem po raz drugi. Dopiero Ponsonby pomógł mi wstać. Poczułem wstyd, że jestem aż takim niedołęgą, lecz i Dick po jednym niezdarnym kroku zwalił się w śnieg. — Nie martwcie się, chłopcy — pocieszył nas sierżant. — ja podobnie zaczynałem. No, jazda, do roboty! Wydało mi się, że tym razem złapałem rytm. Lewa noga do góry. prawa noga do góry. raz dwa, raz dwa… Pot rosi czoło. Wydłuża się równa ścieżka owalnych odcisków. I nagle lewa rakieta zawadza o prawą. Tracę równowagę i ryję nosem w Śnieg, dobrze, że miękki. W ciągu pierwszej godziny nauki przydarzyło mi się to kilka razy. Dickowi również. Nazajutrz takich upadków było mniej, a trzeciego dnia przeszedłem chyba z pół mili, co prawda bardzo wolno, ale to już spory sukces! Byłem mokry od potu, gdy wreszcie sierżant pozwolił zdjąć rakiety.