Probiernia
Written by admin on Wrzesień 24, 2009Prosił o pomoc. Wiesz, jak daleko jest od nas do miejsca, w którym ten Indianin Pracuje? Około stu mil! Bagatela! Dlaczego nie zwrócił się do jakiegoś bliższego posterunku policji? Może się i zwracał, kto tam wie. Może tamtejszy komendant nie bardzo się kwapił z rozstrzygnięciem probierni. Trudna to sprawa, nie istnieje przecież prawem ustalony podział terenów łowieckich między pojedynczych łowców, imalibyśmy chyba kilka miesięcy na zbadanie jego skargi, zaniedbując wszystko inne. Tego mi czynić nie wolno. Poradziłem mu, by zgłosił się do swego kacyka, on mu najszybciej pomoże. Innego dnia złożył nam wizytę biały traper. W rzeczywistości skóra jego twarzy wcale nie była biała, lecz spalona ci wiatr i słońce na mahoń. Przyszedł ot tak, żeby się wygadać. Traperzy spędzają samotnie tyle czasu, że nie przepuszczają okazji, by wreszcie ulżyć chęci wypowiedzenia się. Małomówny Jerry Potts stanowił wyjątek. Nasz gość najpierw : się nie zastawszy żadnego ze znajomych mu policjantów później zmartwił wiadomością, że na stałe opuścili Zagubiony Trop. Jednakże humor szybko mu wrócił. Przypuszczam, że pod wpływem whisky, której wonią chuchnął na przy powitaniu.